I wzięli.
Poszła, jak stała.
Od ognia.
Zupy nie zdążyli...
zabrali, poszła — nie ma,
zabili.
Wróci z warsztatu mąż,
usiądzie ciężko na stołku,
ręce opadną na podołku,
głową wodzi i patrzy.
I wzięli.
Poszła, jak stała.
Od ognia.
Zupy nie zdążyli...
zabrali, poszła — nie ma,
zabili.
Wróci z warsztatu mąż,
usiądzie ciężko na stołku,
ręce opadną na podołku,
głową wodzi i patrzy.