Za pięć dwunasta

Nam schodzić nie kazano1.

Pod strych, jak koty — po szczeblach drabiny

Przeskakiwaliśmy w pocie i w strachu.

Czekamy na noc — od szóstej rano,

My, co trawimy rozpacz godziny

W lochach skuleni — plackiem na dachu.

Na dachu z twarzą martwą i bladą

Schował się brat — taki drżący Żyd,

Co chciałby zniknąć pod cieniem komina...