— odloty ptaków nie obce —

zapadłeś w świętą geometrię nocy

ukochaniem sosnowych pniaków.

Poręczami słów się chwytałeś — ukosem przebiegał zakręt —

kroki dudniły jak pieniądz —

myślałeś — — —

magiczne formuły zaklęć uchylą piękno?

A pola były jak miłość

i miedze krokiem szerokie

— kolumbiadami snów, wpław, przeciw prądom —