Rozdział XXXV. O odebraniu Wormsu i zabawkach657 około niego za Renem
Arcyksiążę pod Worms658 następując, Elearom się powierzył. Przed Wormsem inny szyk. Worms otworzony, stanowisko elearskie w mili od niego. O moście Manheimskim. Praktyka arcyksiążęcia znowu powtórzona, nowiną zniszczona. Traktaty o stadzie Frydrychowym na wyspie opatrzonym. Zabawki elearskie z Frankenthalem, według Ewangelii Luc. 17. Drogość za Renem. Obmowiska Elearów według Ewangelii. Książę Radziwiłł przyjechał, przed którym skargi i odpowiedź według Ewangelii, co dobrego sprawiły. Dla659 umierania Elearów szukając innego stanowiska, Żarski zabity, w Wormsie pogrzebiony. Ucisk katolicki od heretyków, wzajemna katolicka łaskawość.
Spir i insze okoliczne miejsca odebrawszy, ruszył się arcyksiążę do Wormsu, miasta starodawnie zacnego, chcąc aby go szturmem dobywać. Gdzie iż trzeba było iść mimo660 Frankenthal661, przezacną twierdzę ludu nieprzyjacielskiego pełną, arcyksiążę j. m. sam w onym ciągnieniu szedł przed Elearami z swoim kornetem, a wozy jego z skarbami w pół wojska elearskiego, bez wszelkiej (nad obyczaj niemiecki) piechoty prowadzono, a to z wielkim podziwieniem wszystkich, iż arcyksiążę pod czasem onej trwogi i sam siebie, i skarbów swoich raczej Elearom aniżeli piechocie powierzył.
Takim tedy trybem szli Elearowie pozad662 wszystkich wojsk, aż minęli Frankenthal, dopiero w półmilu od Wormsu wszystkie pułki zastanowiono, aż Elearowie minęli. Których wprzód idących skoro z daleka w Wormsie zajrzano, wszystkie bramy otworzono, czekając wrzkomo663 z radością witać arcyksiążęcia. Zaczem widząc, iż w pokoju do miasta miał wjechać, zaraz Elearom na stanowisko iść kazano (bo już późno było) i tak sobie w mili od Wormsu w lewy bok, to jest ku Zweibrukowi664, w jednej wsi kwarter665 obrali.
W którym od tego czasu aż do ś. Krzyża (dla straży aby jakie posiłki nie napadły) odpoczywając, nazajutrz zacna o nich nowina arcyksiążęcia uweseliła, iż most pod Manheimem zniesiony. Który most iż był między dwiema wielkimi fortecami nieprzyjacielskiemi Manheimem i Frankenthalem około Renu leżącymi, przez który się Frydryszanie666 porozumiewali i posiłki sobie dawali, starał się arcyksiążę Leopold jakoby go było rozerwać jakimkolwiek sposobem, i dlategoż traktowawszy o nim z Elearami, jeszcze gdy pod Germersheimem leżeli, dawał po 100 czerwonych złotych na każdego z osobna, którzy by się odważywszy, zamysłu dokazali. Rzecz jako się niepodobna667 zdała (dla trudności przystępu), tak też natenczas już prawie i zaniedbana była. Nazajutrz tedy po wjechaniu arcyksiążęcym do Wormsu o południu właśnie, gdy znowu o tym moście z hetmanem elearskim książęciem Radziwiłłem668 i pułkownikiem ich Stanisławem Strojnowskim konferował, nowina przy ich obecności przyszła, iż tego dnia równo z świtem kilka Polaków na szańc (który był przed mostem) niespodziewanie napadłszy, piechotę z niego przez most aż do bramy wparli, i by ich było więcej, pewnie by byli miasto ubiegli; zaczem panowie Manheimanie, bojąc się, aby tego drugi raz kiedy w większej liczbie nie uczynili, z wielkim trzaskiem most rozbierają, tak że go już ledwie z połowicę widać.
Którą nowiną arcyksiążę rozweselony, widząc, iż Elearowie mogą wiele rzeczy, co u drugich niepodobne, tamże zaraz począł konferować, aby się kusili o stado Frydrychowe, które tamże między Manheimem a Frankenthalem, na jednej wyspie (tak dobrze opatrzone było, iż tam niemało już piechoty arcyksiążęcej kusiwszy się o nię na łodziach, nic nie mogli wskórać), obiecując łodzi i piechoty na pomoc co potrzeba i 20000 talarów bitych, gdzie by mu je w cale669 oddano. Rzecz tedy na rozmysł wziąwszy, gdy wojska ta nowina doszła, zrozumiawszy, iż na okup miałoby iść ono łakome stado, kilka dni uganiali się kupami, i ono różnymi sposobami kusili. Trafiło się tedy, iż gdy w kilka dni arcyksiążę Worms670 rozporządziwszy, do Spiru się wracał, a 7 chorągwi Elearów w polu go czekało prowadzić do Spiru671, skoro z bramy wyjechał na strzelenie z łuku, nowina przyszła do pułkownika (arcyksiążęcia prowadzącego), iż jego wojsko zacnych koni z jakiejś wyspy wiodą bardzo wiele, i drudzy znowu po drugie się wpław wybierają. Co gdy zaraz arcyksiążęciu powiedział, rzecz mu się to niepodobna zrazu zdała, i owszem rozumiał, iż to które insze stado czyjeś napadli. Wszakże trochę w pole wyjechawszy, a siła672 ich konie wiodących obaczywszy, gdy pułkownik skoczywszy, kilku (w błocie i glinach wspólnie z końmi jak co złego pomazanych) przyprowadził, obaczywszy po herbach, iż z onego stada, o którym mówił, a widząc, iż się wpław po nie topili, rzekł do swych: Widzę, że się przed tymi ludźmi nikt nie skryje, chybaby w niebie.
Po odprowadzeniu arcyksiążęcia Leopolda do Spiry, zaczem Elearowie w onym kwarterze673 pod Wormsem leżeli, wszystkie ich zabawki674 najwięcej około Frankenthalu z Angielczykami a Niderlandami, przeto iż na nim Frydrych675 żonie swej, królewnie angielskiej, wiano676 zapisał, opatrzonym, aż do samego wyjścia zza Renu bywały. Pod który dniem i nocą podjeżdżając, według potuchy677 Ewangelii ś. pod tym czasem, to jest 28 dnia sierpnia przypadającej, (jako gdy Pan Jezus szedł do Naim, wyniesiono było umarłego syna jedynaka matki jego wdowy, potem za rozkazaniem Pana Chrystusowym ożywionego), na każdy prawie dzień obfitość więźniów przywodzili. Tak iż już na ostatek nieśmiejących się onych niebożąt z murów ukazać, nie od rzeczy było martwymi dla678 głodu i strachu, a ile razy się ukazali, do dołu wyniesionymi nazwać, jako i Frankenthal679 Naimem, bo ile razy podjechali Elearowie, to zawsze naimano680 synów owdowiałego (samego na tamtej stronie Renu od wszech ratunków) Frankenthalu.
Pod tym czasem drogość wielka była w Wormsie, a daleko więcej w Spirze, miąs, chlebów i wszelkich rzeczy do żywności należących. Zaczem gdy Elearowie za pozwoleniem lokotenenta681 hetmańskiego poszli w Zwejbruskie682 państwo na stypę683, i opuchłego tam złością rebelizanta palatyna Zwejbruskiego szwagra Frydrychowego uzdrawiali, różnie go niemal co dzień (tak iż sabatowi nie folgowali) upokarzając, bydłem i inszymi żywnościami zdobytymi Worms i Spir ożywili. Za co miasto podziękowania, niektórzy z swoichże wojsk, to jest cesarskich, z zazdrości sławy, która szła wszędy o Elearach jak obłoki po niebie, pod pretekstem użałowania się Zweibruku i inszych neutralistów, poczęli podchwytywać Eleary, narzekając, iż bardzo okrutni, a jako nikomu, tak i żadnemu dniowi nie przepuszczą. Które szemranie przeciwko Elearom dlatego podobno Pan Bóg dopuścił około 4 dnia września, aby pokazał, iż to dobrze czynili, co neutralistom choć i w sabat nie folgowali, bo w tę niedzielę Ewangelia przypadła: Iż gdy Pan Jezus poszedł w sabat do jednego faryzeusza (też to neutralista był, ni z Bogiem, ni z ludźmi), pożywać chleba, oni go podchwytali (to jest w człowieku opuchłym) o zgwałcenie sabatu.
Pod tym czasem przyjechał do wojska, to jest około p. Maryi siewnej (gdy już arcyksiążę Leopold z Spiru odjechał), hetman elearski książę Radziwiłł684, który od tego czasu począwszy, obecnie z wojskiem przebywał, aż do wrócenia się ich do Odry. Do którego skoro się hurmem panów neutralistów za Renem mieszkających nacisnęło ze skargami według Ewangelii ś. w kilka dni po przyjeździe jego, to jest 11 dnia września, o największym przykazaniu miłości Boga i bliźniego przypadającej, iż Elearowie nie mają miłości Bożej ani bliźniego, i z nimi się nie po chrześcijańsku obchodzą, on niewinność elearską zrozumiawszy (to jest, iż choć było niecoś, prawda, ale daleko więcej potwarzy), skoro im według słów Pana Chrystusowych w tejże Ewangelii: Co się wam zda o Chrystusie, czyim synem jest? Wzajem też zadał, co by oni trzymali685 o Polakach i urodzeniu ich, deklarując, iż szlachta polska w dostatku się wychowawszy, o głodzie tam służyć ani mogli, ani powinni byli. Niebożęta obywatele zrozumiawszy, iż to inaczej być nie może, postanowienie między sobą uczynili o dodawaniu żywności Elearom, którą gdy od tego czasu chętnie odsyłali, Elearowie też nie tak jej czatami jako przedtem szukali. Zaczem też i one się skwierki686 uciszyły były.
Pod tym czasem dla687 smrodu w onym stanowisku zawziętym, bardzo wiele ludzi z wojska elearskiego umierało, dla której przyczyny chcąc książę Radziwiłł inny kwarter688 znaleźć, wyjechał z pułkownikiem i wszystkimi rotmistrzami, miejsca bliżej Frankenthalu (bo od niego z półtory mile689 było) upatrować. Którzy gdy się pod Frankenthal przybliżyli, wypadła gromada rajtarów690 na zasadzkę, i zapadłszy do jednej wsi, Marcina Żarskiego, mężnego rotmistrza, z kilką towarzystwa odłączonych przejąwszy, jego zabili, a trzech towarzyszów pojmali. Czego gdy nasi nierychło postrzegli, nazajutrz poszła chorągiew ciała szukać, i ono na celu znalazłszy postawione, nie dbając na gęste z dział strzelania, cudowną łaską Bożą bez wszelkiej szkody unieśli. Które ciało potem chędogo691 było w Wormsie u ojców Dominikanów pogrzebione.