— Podoba! Podoba! — zapiszczało kilka głosów.
— Oj, nie! — zaskrzeczał głosik w tylnych ławkach dziewczynek.
— A to dlaczego nie? Chodź tu do mnie, ty, co ci się nie podobam!
Z ławki wygramoliła się tłusta dziewczynka na cienkich nóżkach i śmiało przydreptała do stołu.
— No, więc, dlaczego ci się nie podobam?
— Pan jest koślawy — odpowiedziała beztrosko dziewczynka i ukazała szczerbate ząbki.
— Gdzież ja jestem koślawy? Popatrz tylko!
Grzeszczeszyn wyszedł zza stołu i przeszedł się przed ławkami.
Buchnął bezlitosny, z całego serca — śmiech. Podziwiałem Grzeszczeszyna. Stał na spocznij, z rękami w kieszeniach spodni i śmiał się także. Istotnie, była to komiczna pokraka!
Stachurski stukał linią w stół, śmiejąc się także. Dziewczynka w podskokach wróciła na swoje miejsce. Grzeszczeszyn poszedł za nią i dał jej cukierka. Przyjęła. Pogłaskał ją po główce, stanął między ławkami i zapytał: