— A, rad jestem widzieć panów u siebie! Proszę do środka!

Usiedliśmy w maleńkim pokoiku, pełnym książek i pism. Tutaj Janicki podał nam szklanki z czerwonym winem, rozsiadł się wygodnie i w ten sposób przemówił, patrząc mi bystro w oczy:

— Panie kolego literacie! Przejeżdżacie przez te nasze placówki polskości, spotykacie różnych ludzi, którzy wam rozmaicie mówią o tym naszym życiu!... Ale każdy ma w tym swój interes, żeby wam to po swojemu oświetlić. Siedzi przed wami człowiek już niemłody: poeta ludowy! Człowiek, któremu dobro ludu przede wszystkim leży na sercu! Nazwisko moje nie powinno być wam obce!... Wasze zdrowie!... O tym, że my tu walczymy o porządek, słyszeliście już wczoraj! A teraz ja wam powiem o sobie, jaką sobie misję obrałem!...

Znów misja! O losie, czy nie masz nade mną litości!

— ...ja tu jestem ten ambasador szerokich mas chłopstwa w Polsce, który ma je informować na ten temat, czy do Brazylii mają przyjeżdżać, czy nie! Ode mnie ta emigracja zależy! A więc będę się streszczał... w wasze ręce... Powiedzcie komu trzeba i z kim tam będziecie w kontakcie, żeby mi władze dały odpowiednie plenipotencje, a ja tu postawię kolonizację na takim stopniu, na jakim ona być powinna. Tyle wam tylko powiem... Napijcie się jeszcze!... Pokażę wam swoje utwory...

Począł grzebać w papierach i wyciągnął kilka starych gazet kurytybskich. Podał mi je ze słowami:

— My z panem Grzeszczeszynem wyjdziemy pogadać trochę, a wy to przeczytajcie i jak wrócimy, to powiecie, co o tych poezjach myślicie.

Kiwnął energicznie na Grzeszczeszyna, ten chwycił szklankę z winem i patrząc na mnie z dziwnym lękiem, wyszedł za Janickim. W tej chwili zrobiło mi się serdecznie siebie żal. Rozpiąłem jeszcze jeden guzik u koszuli i w ten sposób powiększyłem dekolt, myśląc jednocześnie o tym, co czynię. Byłem tak oszołomiony i bezradny. Drugi działacz z misją! W gazecie były poprawne wiersze o tęsknotach za Bożym Narodzeniem, za gruszą... Owszem, poczciwe wierszydła. Odłożyłem gazety i popadłem w głuche otępienie. Nie, trzeba przerwać to oczekiwanie!

Wybiegłem przed dom i zacząłem ohydnie kłamać. Słuchał z rękami po napoleońsku. Wszystko powiem, co trzeba!

— Te wiersze umacniają ludzi w ich ojczystych obyczajach! Są świeże i zdają się pachnieć razowym chlebem. Tak! Wszystko dobrze. A teraz muszę już pójść, bo mi trochę niedobrze od tego wina. Przyjdę jeszcze! Pogadamy! Bądźcie zdrowi!