zgubieni w zmierzchach swych cierniowych szlaków,

w patosie klęski zakrzepli jak lód.

Z cisz pobojowisk wrzosami porosłych —

na Wschód.

Ojczyznę unosić na łachmanach stóp

na próżno —

uszliśmy śmierci wiarę łamiąc w dłoniach,

a wciąż czekamy na śmierć jak jałmużnę.

Kalecząc nogi na odłamkach broni

polscy pielgrzymi do straszliwych jutr.