A kiedy los nam zadał kłam
i rzucił w twarze wrześniem jak granatem,
płonęły róże i płonęły lasy,
wszędzie dzwoniło mgliste Westerplatte3.
A ci, co odchodzili błogosławieni łuną,
odwracali się jeszcze na skraju skalistej Ananke4,
by z oczu błysk ojczyzny jak testament ciskać i
z hukiem jak kamienie w bożą przepaść runąć.
Płyną Wisłą, płyną zakrwawione wianki.
(Czy na pomnikach koń nie parsknie).