Ale jak sprzedoł na wiecór, ni miał tego woza gdzie podzić, no kto miał przyprowadzić, bo ludzie poodjezdzały. No ale znoł tych odrzywoloków zaprowadził tam na podwórze, jesce mu pómogły, no ji tyn wóz stoł, a dopiro późnij7 posły z kuniem po ten wóz.
No ji tak ze tym dziadek sed sum, bez las — to trzeba było bez las jiść z tego targu. No ji sed ji zdjun se kapelus i mówieł ze pocierz8, różaniec se mówieł. A te złodzieje, to taki tam był dół, takie zarośla beły, ji tak ze uny sie ukrywały tam w tym. Cekały, jak ten dziadek dońdzie9, ony wiedziały, że jidzie, ji te pinidze mu zabrać. Ale jak ten dziadek dosed ji oni się tam jakoś no, zobocéły, ze tyle ludzi z nim jidzie! Ze dońścia do nigo ni ma jak! No to ji mówium tak:
— No jak to, zeby mu te pinindze zabrać? Nie zabierze się, bo tyle ludzi, nie dopuscum nos, by nos tam porwały.
No ji tym dziadek przeszed ji przysed bez niceguj10. A on się modlił za duse i te duse go przeprowadzieły od tego złodziejstwa.
Ji przysed do dumu. Drugigo dnia ten wujo [...] przysed mówi — a Wojtek wołali mojego dziadka:
— Wojtek, z kim ty szedeś!? Tyle ludzi cie prowadzieło. Ci powim całum prawde, ze złodzieje chciały ci zabrać piniundze.
— A słysołem — gada — taki selest, tak coś seleścieło w tych lescynach — bo to takie zarośla były, — ale nikogu nie widział, zeby kto wychodzieł.
— Bo się boły wyjść! Bo tyle ludzi cie prowadzieło, ze z zadny struny dostympu do ciebie ni miały.
— Ajj, gadajom, to nic nie było, ino pewnie duse. Za duse się modlełem, ji uny me przeprowadzieły. No ji tyle, takie było.