Wetchnęła.
— Tam już nosiliśmy żółty trójkąt, sześć takich szpicy, palestyński znak. A dopiero później nosiliśmy opaski.81 Oboje.
W październiku 42 roku już męża nie było, bo pracował w tym lagrze Małaszewicze. Wtedy całe miasto Janów Podlaski wysiedlili do Międzyrzeca. To był taki Judenstadt82, tam byli wszyscy Żydzi z lubelskiego województwa. Co dwa tygodnie wywozili ludzi do Treblinki83 koleją. Ta reszta, co została, była zamknięta w getcie. Inni ginęli, ona nie.
— Jak była akcja, to ja się zawsze schowałam. Siedziałam na strychu.
Rozpostartymi palcami obu rąk przesłoniła swą twarz. I patrzyła chwilę jednym okiem przez szpary między palcami.
— Czy to znaczy, że pani zakrywała sobie twarz rękami?
Uśmiechnęła się.
— Gdzie tam. Ja tylko pokazuję pani, że się tak zawsze chowałam.
Siedziała na strychu i myślała: „Teraz żyję, a za godzinę nie wiem, co będzie”. Ale inni ginęli, a ona nie.
— Raz się tak chowałam, jak była akcja, przez całe cztery tygodnie. Bez jedzenia.