nigdzie światła się nie palą,

w mroku pałac legł zaklęty.

A dokoła świetnej sali

pozwijani jak kłębuszki

śpią mieszkańcy zamku mali,

dziwoludki, karły, duszki.

Cisza wkoło; blask miesiąca

srebrem spływa przez sklepienie,

duma wróżka bolejąca,

w fantastyczne patrząc cienie.