Podniósł głowę i patrzył wprost na słońce, a Helenka spostrzegła z przerażeniem, że te wielkie, szeroko otwarte źrenice nie drgnęły pod jego oślepiającymi promieniami, ale pozostały nieruchome. Starzec był niewidomy. Andrzej doprowadził go do krzesła, a gdy ten usiadł, podłożył mu poduszkę pod plecy i okrył kolana kołdrą. Spostrzegłszy z daleka Helenkę, dał jej znak, żeby się zbliżyła — co gdy uczyniła, zapytał półgłosem:

— Czy pani możesz pozostać tu przy nim przez chwilę i czuwać w razie, gdyby czego potrzebował?

— Zostanę chętnie — odpowiedziała wzruszona mimowolnie tą troskliwością „twardego człowieka”.

— Dziadku — przemówił pochylając się nad starcem — ja muszę stąd odejść na chwilę, ale zostawiam ci w moje miejsce pannę Orecką, o której ci opowiadałem. Ona mnie zastąpi.

— Dobrze, mój chłopcze — odrzekł zamyślony starzec i pochylił głowę na piersi, a Helenka zobaczyła wtedy, że były na niej dwie głębokie blizny, jakby od dwukrotnego cięcia pałasza. Czas jakiś siedział zadumany, a potem wsparł obie ręce na poręczach krzesła i zapytał:

— Czy jest tu kto?

— Ja jestem, panie, Helena Orecka — odpowiedziała stojąc przed nim.

— Helena Orecka, Helena Orecka — powtarzał, jakby zbierając wspomnienia — a wiem, wiem. Mówił mi o tobie mój wnuk. Wiem. Upadek fortuny, niedola, a więc córka musiała iść w świat za chlebem. Wszystko, co nie stoi mocno, upaść musi... Ale człowiek jest z twardej ulepiony gliny i tam, gdzie żelazo pęka i kamień się kruszy, on wytrzyma. Ja widziałem trzy razy upadek nadziei wielkiego narodu, moje dziecko, a żyję... Byłem na Dalekiej Północy, w kraju, gdzie słońce schodzi blado, a mróz przenika do kości, i patrzyłem co dnia na tęsknotę, trawiącą powoli najsilniejsze organizmy, na ciągłe odradzanie się i zamieranie nadziei i nie umarłem... A kiedy nareszcie po długiej rozłące wróciłem do swoich, straciłem oczy i nie mogłem już ujrzeć mojej ziemi; dziękowałem jednak Bogu, że mi jej choć dotknąć pozwolił. Odtąd patrzę na świat oczyma tych, co są przy mnie. A świat idzie dalej swoją drogą, ziemia co wiosnę odradza się na nowo, a wiosna jest tak samo piękna jak w dniach mojej młodości... Słońce tak grzeje! Czuję błogie ciepło rozchodzące się po żyłach moich. Dzień jest pogodny, więc musi tu być dokoła pięknie, nieprawdaż? Nie byłem tu jak w jesieni, gdy liście już z drzew pospadały... dopomóż pamięci starego, moje dziecko, i powiedz mi, co widzisz.

— Wszystko dokoła zieleni się — zaczęła Helenka głosem lekko drżącym od wzruszenia — pierwiosnki, przylaszczki, fiołki, bratki i stokrocie kwitną, wierzby pokryły się gęsto drobnymi listkami i powypuszczały baźki; wiązy, leszczyna, olsze i brzozy kwitną także, brzoskwinie rumienią się różowym kwieciem i gwarzą rojami pszczółek, co się koło nich uwijają; na innych drzewach owocowych pękają już pączki...

— Widzę je, widzę, cóż dalej?