— Bardzo mi przyjemnie — mruknął zmieszany trochę tymi słowami — ale... rad bym wiedzieć, czym pani mogę służyć. Co pani rozkaże?
Słowa te oburzyły Helenkę. Jak to! Ten człowiek wiedział, kto ona jest, i nie domyślał się celu tej wizyty? Już chciała wybuchnąć, ale przypomniały jej się słowa Andrzeja: „uniesienie odejmuje myśli jasność i siłę” — zapanowała więc nad swoim wzburzeniem i rzekła spokojnie:
— Nie przybyłam tu rozkazywać, tylko zawiadomić pana, że Ofman poszukuje na moim ojcu, jako na poręczycielu, sumy, którąś mu pan winien, i że uzyskawszy wyrok sądowy, chce sprzedać nasze ruchomości przez licytację.
— Niech pani temu nie wierzy — odrzekł Tecki przygryzając wąsy — ojciec to sobie gorzej wyobraża, niż jest. Te rzeczy się tak prędko nie robią. Niech pani będzie spokojna, wszystko będzie dobrze.
— Mówisz pan do mnie jak do dziecka — przerwała Helenka głosem, w którym czuć było powstrzymywany gniew. — Pan wiesz aż nadto dobrze, że sprawa jest poważna, i nie godzi się ani z niej żartować, ani zbywać ogólnikami.
Tecki spojrzał na mówiącą ze zdziwieniem.
— Choćby tak było — odrzekł — to cóż ja na to mogę poradzić?
Błyskawice zamigotały w oczach Helenki.
— Jak to! — zawołała — i pan się o to pytasz?! Pan, sprawca naszego nieszczęścia?
— Ależ niech się pani zastanowi... Co pani chcesz, żebym zrobił? Skądże wezmę pieniędzy dla Ofmana, kiedy nie mam ani grosza.