— Pożycz pan.
— Nie znajdę takiego głupiego.
— Nie masz pan pieniędzy, ale pan masz majątek.
— Majątek mój już do mnie nie należy — odpowiedział — sprzedaje go Towarzystwo Kredytowe za zaległe raty pożyczkowe, a ja jestem tu tylko administratorem czasowym. Po sprzedaży zapłacą Ofmanowi, com winien.
— Tak — rzekła ironicznie — a tymczasem my będziemy zrujnowani!
Nastąpiła chwila milczenia.
— Jeżeli pan nie masz majątku, to masz pan konie, powóz, meble, fortepian. Sprzedaj je pan i zapłać choć połowę tego, coś winien.
„A to naiwna — myślał Tecki — chce, żebym dla jej ojca wysprzedał się do ostatniego grosza i oddawał kosztowne sprzęty za pół darmo”. — Moja pani — rzekł głośno — te rzeczy są własnością mojej żony, a ja nie mam prawa nimi rozporządzać.
Helenka zarumieniła się z oburzenia.
— Alboż żona pańska nie powinna ponosić ciężarów męża dla ocalenia jego honoru? Czyż żona pańska zniesie spokojnie myśl, że są ludzie, którym się dzieje krzywda z powodu jej męża, gdy mogłaby choć w części tę krzywdę wynagrodzić? Zaprowadź mnie pan do swojej żony, pomówię z nią.