— Źle się pani wybrała — odrzekł ironicznie — moja żona nie mieszka tu od roku; leczy się za granicą. A choćby i mieszkała, to dowiedz się pani, że żona nie jest obowiązana płacić długów męża, a jeżeli jej suma posagowa jest zahipotekowana na majątku, to ona jest najpierwszą wierzycielką po Towarzystwie i inni odbierają swoje należności o tyle tylko, o ile się po zaspokojeniu jej pretensji zostaje. Tak chce prawo.

— Ach! — jęknęła.

— Otóż to, tak jest zawsze, gdy kobiety chcą rozprawiać o tym, czego nie rozumieją. Lepiej by pani zrobiła nie mieszając się do interesów. To rzecz mężczyzn.

Helenka zmierzyła go od stóp do głów.

— Bądź pan łaskaw nie zapominać się — rzekła wstając — nie pańską jest rzeczą uczyć mnie, co czynić powinnam. Widzę, że zrobiłam krok daremny, ale liczyłam na pańską szlachetność... Sądziłam, że człowiek uczciwy nie zniesie, żeby z jego przyczyny wydzierano resztki mienia temu, kto mu podał pomocną rękę w potrzebie. Widzę, żem się omyliła. Korzystając z mojej nieświadomości i niedoświadczenia powiedziałeś mi pan różne rzeczy, którym nie wiem, czy mogę wierzyć... ale postaram się o tym przekonać i powrócę tu jeszcze. Tymczasem żegnam pana.

Skinęła maglową ruchem wyniosłym, pogardliwym niemal, i wyszła. Tecki stał chwilę nieruchomy.

— A to wścibska dziewczyna — szepnął do siebie szarpiąc wąsy — licho nadało, że posłałem powóz na stację! Ale muszę ją przecież odesłać, bo piechotą nie pójdzie.

Zadzwonił na służącego i kazał prędko zaprzęgać. Chciał wybiec za nią, żeby ją dogonić, ale po chwili namysłu posłał po lokaja: lokaj jednakże powrócił wkrótce sam z wiadomością, że „ta pani powiedziała, iż sobie znajdzie furmankę na wsi”.

— Ależ to nie może być! — zawołał pan Tecki targając wąsy z gniewem — rozniesie się jeszcze po okolicy, żem jej nie chciał dać furmanki, żem gbur i Bóg nie wie co! Kiedyż tam Józef wygrzebie się z tym zaprzęgiem, do wszystkich diabłów! Sam pojadę i będę prosił, żeby nie robiła głupstwa...

Ale gdy powóz zaszedł, pan Tecki zmienił zamiar. Powtórne spotkanie się z tą dziewczyną było mu nader nieprzyjemne i wolał go uniknąć. Kazał więc wsiąść do powozu swemu pisarzowi, który się właśnie nadarzył, i polecił mu „prosić usilnie i z największym uszanowaniem młodej damy, aby wyświadczyła mu tę łaskę i przyjęła jego powóz”.