Stała tak na wybrzeżu patrząc na przechylone przęsło, na zerwane łańcuchy i mierzyła oczyma przerwę dzielącą jedną połowę mostu od drugiej: była ona nazbyt szeroka, aby można myśleć o przebyciu jej jakimkolwiek bądź sposobem...
Chłodne powietrze przenikało ją do kości, wiatr miotał przemokłą jej suknią i chciał zerwać woalkę, a ona ciągle stała, mierząc oczyma przestrzeń, której przebyć nie mogła. Gromadka ludzi stojących na brzegu szeptała do siebie po cichu, wzruszała ramionami, ale żadnej rady jej nie dawano, bo nie wiedziano, co radzić. Z tych szeptów dowiedziała się Helenka, że kurierka przeszła szczęśliwie przed godziną i że dopiero w chwilę potem się to stało. Stary jeden wieśniak powiedział jej, że mieszka niedaleko stąd, i zaproponował, żeby u niego przenocowała, a jutro niezawodnie znajdzie się jakaś łódź, co ją przewiezie na drugą stronę.
— Patrzcie no, kumie — odezwał się drugi — wszakże to łódź płynie w tę stronę! Łódź porządna, z siedzeniem, a żagiel ją pcha do nas.
Zaczęto wołać, dawać znaki i łódź zbliżyła się do brzegu. Stał w niej człowiek barczysty, średniego, wzrostu, w krótkim, watowanym surducie, spod którego wyglądał niebieski, włóczkowy kaftan. Policzki miał rumiane, żółtawy zarost po bokach twarzy, a w rękach trzymał nie odstępującą go nigdy porcelanową fajeczkę. Był to Ofman, który mając dużo obrobionego drzewa złożonego na wybrzeżu, przyjechał obejrzeć, czy mu nie grozi niebezpieczeństwo. Widział on z daleka wóz odjeżdżający i domyślił się, że ktoś, co nim przyjechał, nie może się dalej przedostać. Wołania zbliżyły go do brzegu.
— Przewieźcie tę panienkę na drugą stronę, panie Ofman — odezwał się jeden.
— Przewieźcie, przewieźcie! — wołali drudzy — w łodzi jest dosyć miejsca na dwoje.
Ofman obrócił oczy na tę, dla której żądano od niego przysługi, i twarz jego rozjaśniła się jowialnym, rubasznym uśmiechem.
— Co ja widzę, panna Orecka? Guten Abend, dobry wieczór.
Tu nastąpiło charakterystyczne kiwnięcie głową, bez zdjęcia czapki.
— Odjechała panna powozem, a wozem powraca? Was ist das? Nie znalazło się męża w Warszawie? Ha, ha, ha! Czy to brakuje kawalerów w M., hę? Ja sam mam aż dwóch siostrzeńców, tęgich i zdrowych chłopaków. No, steigen Sie, Fraulein, steigen Sie ein! Niech panna siada. Ojciec panny nie może na mnie patrzeć, ale ja nie mam do niego urazy. O, nein Gott behüte!, a ładnej kobiecie zawsze lubię grzeczność zrobić. Steigen Sie ein. A gdzie panny rzeczy? Co, tylko ten worek? Gdzie się podziały te wielkie kufry, co je panna stąd wywiozła? Ej, czy tylko nie było w nich sreber i kosztowniejszych rzeczy? Może je ojciec panny wysłał z domu, żeby się nie dostały Ofmanowi! No, steigen Sie ein. Niech panna siada.