Zaczęła bardzo myśleć, czyby skąd nie można dostać tych pieniędzy, i błysnęło jej imię stryja Bartłomieja.
„A gdybym pojechała do niego! — rzekła do siebie — on jest dobry, przywiązany do nas”.
Iskierka nadziei wróciła jej siły, a z siłami przyszła myśl o potrzebie posiłku. Zjadła bułki i obwarzanki, wsunięte jej w rękę przez sklepikarkę, i obliczyła raz jeszcze swoje pieniądze. Na podróż do stryja było dosyć, a stamtąd wiedziała, że ją odeślą.
XXVIII
Stryj ją przyjął z otwartymi rękami.
— Jak się masz, robaczku — mówił ściskając ją z niekłamaną serdecznością — jak się masz! Toś nam niespodziankę zrobiła! Myślałem, że jesteś w Warszawie, a tyś już tu. Stęskniłaś się do rodziców, co? Cóż tam u was słychać? Kiepsko? hę?
— Tak, stryjaszku, źle bardzo słychać... za kilka dni mają nas zlicytować — odpowiedziała smutnie.
— Do diabła! Patrzaj, co twój ojciec narobił. A mówiłem mu: „Marcinku, nie rób głupstw: po co się ty masz szargać dla innych, kiedy jak ty będziesz zaszargany, to cię nikt z błota nie wyciągnie”. Znasz przysłowie: „Nie pożyczaj, zły obyczaj, nie oddają, jeszcze łają”.
— Stało się, kochany stryju. Mówmy lepiej o tym, czyby nie można jeszcze jako ojca ratować. Przyjechałam do kochanego stryja po radę.
Opowiedziała mu wszystko, co w ciągu trzech upłynionych dni zrobiła: swoje starania i daremne atakowanie Teckiego.