Gdy z kolei Stefan zbliżył się do niej, zabolało ją serce. Nie stanął przy niej, gdy weszła tu strapiona, trwożna i niepewna, i teraz dopiero, gdy widział ten tryumf, podążył za innymi... Zrozumiała całą nicość moralną człowieka, którego obraz tak długo nosiła w sercu i ubierała we wszystkie przymioty męskiego ideału. I ona mogła porównywać go z Andrzejem? Cóż za przepaść niezmierna pomiędzy tymi ludźmi! Serce ją bolało nie dlatego, że go utraciła, bo już zrozumiała, jak małą wartość miało to utracone, ale ono płakało za rozwianymi złudzeniami. Nie dotknęła ręki, którą jej podawał Stefan, i rzekła zimno:

— Pan niepotrzebnie się trudzi, znamy się bowiem dobrze.

Powozy i bryczki zaczęły zajeżdżać przed ganek i dwór maciejowski opustoszał w jednej chwili. Wszyscy skierowali się ku miastu, tylko Stefana nie było z nimi.

Sędzia ofiarował Helence swój powóz i prosił, żeby go przyjęła za towarzysza, a gdy ruszyli w drogę, zabawiał ją, jak mógł, rozmową. Był to człowiek wielkiej zacności i choć ostro powstawał na Dońskiego w jego domu, usiłował teraz u Helenki wyjednać przebaczenie.

— To nie jest zły człowiek — mówił — niech mi pani wierzy; robi dużo dobrego dla swej uboższej rodziny i nie cofa się, gdy idzie o rzecz publiczną, tylko lekkomyślny. Ta nieszczęśliwa lekkomyślność jest naszą narodową wadą; mówi się i robi wiele rzeczy bez zastanowienia, których nie czas potem żałować. Że nie miał pięciuset rubli w domu, w to wierzę, bo wydał w ostatnich czasach sporo pieniędzy na wyprawę dla córki, którą wydaje za mąż.

— Za kogo? — spytała machinalnie.

— Za pana Stefana. Małej to wartości człowiek i idzie mu pewnie o posag tylko, bo panna brzydka i dosyć ograniczona, ale cóż, kiedy się zakochała na zabój.

„A więc to jest łowca posagów — pomyślała Helenka — dzięki Bogu, że nie jestem już panną posażną, bo byłabym popełniła straszną omyłkę!”

Państwo Oreccy, przepędzający wieczór w smutku i samotności, zostali niepomiernie zdziwieni przyjazdem tylu gości — a gdy się dowiedzieli, co było przyczyną tego zjazdu, smutek zamienił się w radość. Wszyscy znali pana Marcina, lubili go i starali się teraz mu to okazać.

Przeproszenie odbyło się najformalniej, a sędzia, żegnając się z panem Oreckim, powiedział: