Doński stał czerwony z gniewu, zawstydzony i zły.
— Jak mi Bóg miły! — wykrztusił kładąc rękę na piersi — tak nie mam pięciuset rubli w domu.
— A więc my zapłacimy za ciebie, a ty będziesz naszym dłużnikiem i wystawisz nam rewers. Panowie, musimy złożyć te pieniądze. Co kto ma, niech składa w moje ręce.
W jednej chwili zrobił się ścisk dokoła sędziego. Pieniądze się posypały i zebrała się ich spora suma, większa nawet, niż było potrzeba. Sędziwy inicjator tej myśli przeliczył je, odsunął resztę i wziąwszy pięćset rubli, chciał je wręczyć Helence.
— Nie — rzekła usuwając rękę. — Pan Doński daremnie fatygował mego ojca, niech się teraz pofatyguje do niego i przeprosi go za żart niestosowny. Żądam tego!
— Masz, pani, słuszność — rzekł sędzia spoglądając na nią z podziwem. — Panie Doński, każ pan zaprzęgać, musisz przeprosić pana Oreckiego. Jedziemy wszyscy z panem.
Projekt ten przyjęty został z ogólnym uznaniem, a Helenka w gorących słowach dziękowała sędziemu.
— Nie dziękuj pani — powiedział wzruszony — swojej to szlachetnej odwadze zawdzięczasz to, co się stało. Niech przy tej sposobności wolno mi będzie prosić o zaszczyt przedstawienia się kobiecie, która tak dzielnie broni honoru i praw swego ojca. Jestem Milewicz z Pokorzyna.
I zacny starzec pochylił nisko przed dziewczęciem swoją siwą głowę.
Za przykładem sędziego wszyscy przedstawiali się Helence, a ona swobodnie i z prostotą przyjmowała te objawy hołdu. Wiedziała, że uczyniła dobrze, więc nie dziwiło jej wrażenie wywołane tym postępkiem. Niegdyś na owym pamiętnym balu hołdowano jej piękności, dzisiaj uczczono w niej obowiązek wypływający z przywiązania dla ojca. O ileż milszy jej był ten hołd dzisiejszy!