Ostatnie dwa słowa wymówiła z przyciskiem.

— Przed kilku godzinami ojciec mój, znaglony gwałtowną potrzebą, przybył tu, żądając stanowczo zwrotu i otrzymał odpowiedź, że pan Doński tylko co wrócił z miasta i że wręczył pieniądze mojej matce. Gdy ojciec powrócił do domu, okazało się, że nic podobnego nie było; więc gnany najwyższym niepokojem przyjechał powtórnie tutaj, pytając, co się stało z pieniędzmi, bo matka ich wcale nie widziała. Wówczas ten pan — dodała wskazując ręką — przyznał się, że tylko żartował... bo nic innego naprędce wymyślić nie mógł, a dla złagodzenia przykrości prosił ojca, żeby został u niego na kolacji.

Szmer oburzenia rozszedł się między obecnymi.

Wszyscy widzieli dwukrotnie przybywającego pana Oreckiego i rozmawiającego z gospodarzem na stronie, choć nie wiedzieli, o co idzie. Nie mogli więc wątpić, że córka jego mówi prawdę.

— Mój ojciec jest chory i ma lat sześćdziesiąt — mówiła dalej Helenka, a głos jej brzmiał coraz silniej — pan Doński nie umiał uszanować jego wieku; nie wstydził się dla swej fantazji narażać znękanego starca na powtórną podróż i dla dopełnienia zniewagi dodał jeszcze szyderstwo... Jak zdaniem panów powinien być nazwanym żart taki?

— Niegodnym! — odezwało się kilka głosów.

— Przybyłam właśnie, żeby mu to powiedzieć... Pan Doński przegraną w karty płaci zaraz i nazywa to długiem honorowym, ale gdy trzeba oddać pieniądze pożyczone od ubogiego człowieka, honor jego jest nieobecny!

Szlachetna odwaga dziewczęcia, oburzenie i boleść, dźwięczące w jej glosie, ujęły serca słuchaczy. Wszyscy wzięli gorąco stronę jej ojca.

— Panie Doński — przemówił surowo sędzia — splamiłeś stan szlachecki, żaden też szlachcic nie poda ci ręki dopóki nie naprawisz złego, któreś wyrządził. Postępek twój ubliża nam wszystkim, którzy żyjemy z tobą i przyjmujemy cię w naszych domach; toteż nie ustąpimy, dopóki nie złożysz kwoty, którąś winien, na ręce panny Oreckiej. Prawda, panowie?

— Tak jest — powtórzyli wszyscy — niech Doński złoży te pieniądze. Musi je złożyć!