Doński skłonił się powtórnie.

— Jestem Doński, do usług. Czy mogę zapytać, z kim mam przyjemność, czym mogę pani służyć?

— Jestem córką Marcina Oreckiego — powiedziała nie spuszczając zeń wzroku.

Doński się zmieszał.

— Niech pani raczy przejść do mego gabinetu — rzekł głosem zniżonym i wskazał jej drzwi boczne — tam będzie można porozmawiać swobodnie. Tu tyle osób i... i dymu.

— To, co mamy z sobą do mówienia, nie potrzebuje być żadną tajemnicą — odrzekła zimno Helenka — przeciwnie, pragnę, żeby rozmowa nasza miała jak najwięcej świadków.

Doński okazał jeszcze większe pomieszanie; chciał coś przemówić, ale Helenka uprzedziła go:

— Wyrządziłeś pan ciężką zniewagę memu ojcu!...

— Co się stało? o co idzie? — pytano spoglądając po sobie.

— Panowie nie wiedzą, co się stało? Oto ten pan pożyczył przed dwoma laty od mego ojca pięćset rubli na słowo i ilekroć żądano od niego zwrotu, nigdy nie miał pieniędzy przy sobie, ale obiecywał oddać wkrótce pod słowem honoru.