W głosie jego była troskliwość i serdeczność. Helenka wsłuchiwała się uważnie w te dźwięki.

„Nie — myślała — nie kocha mnie, to jasne. Obchodzi się ze mną jak brat lub ojciec. Jakiż on dobry, że nie kochając troszczy się jednak o mnie!” — Istotnie — głowa mnie boli — odpowiedziała — ale to nic nie szkodzi, a nawet — dodała przymuszając się do wesołości — wedle teorii pańskiej, ból ten, jak każdy inny, zahartuje mnie.

— Porzuć pani te żarty — dodał porywczo trochę — masz pani dosyć hartu, dowiodłaś już tego. Nie trap pani dłużej swego przyjaciela i powiedz, co ci jest. Wyglądasz tak, jakby nie tylko fizycznie, ale i moralnie ci coś dolegało.

Helenka uczuła, że nogi pod nią drżą, i usiadła na ławce stojącej opodal. Andrzej usiadł przy niej.

„Precz z tą słabością — rzekła do siebie — skończmy lepiej od razu”. — Zgadłeś pan, jest coś, co mi dolega i w czym właśnie pragnę zasięgnąć pańskiej rady i pomocy. Nie odmówisz jej pan wszakże, prawda?

— Czy pani potrzebujesz pytać się o to? — zapytał z lekkim wyrzutem — mów pani!

— Czy pan uważasz mnie za dość już biegłą w pisaniu rachunków?

— Tak jest. Skorzystałaś pani bardzo wiele i mogłabyś już sama książki prowadzić.

— Czy pan przypuszcza, że z tą moją znajomością mogłabym dostać miejsce88 gdzie indziej?

— Tak sądzę — odrzekł dziwiąc się temu, co słyszał — ale dlaczego pani o to pyta?