— A więc zrób pan to dla mnie i zarekomenduj mnie Domowi Handlowemu w H., z którym ciągłe macie stosunki. Muszę opuścić dom państwa...
— Co to znaczy! — zawołał głosem lekko zmienionym — chcesz nas pani opuścić tak nagle, gdy wczoraj jeszcze mowy o tym nie było? Co się takiego stało? Czy panią kto obraził?
— Nie, panie Andrzeju, wszyscy są dla mnie dobrzy. I mnie będzie bardzo przykro rozstawać się z państwem, ale... ale muszę. Chcę być bliżej rodziców.
Andrzej patrzył się w twarz dziewczęcia swoim bystrym, przenikliwym wzrokiem i patrzył tak długo, jakby ją chciał na wskroś przeniknąć. Ona wytrzymała spokojnie to badanie, tylko trochę więcej pobladła — i była między nimi chwila milczenia, podczas której nie było słychać nic prócz szmeru gałęzi, poruszanych wiatrem.
— Panno Heleno — rzekł poważnie, biorąc jej rękę zimną jak lód — pani nie mówisz prawdy swojemu przyjacielowi. Tu jest jakaś inna przyczyna, którą pani widocznie ukrywasz przede mną. Czy sądzisz, że nam tak łatwo przyjdzie obejść się bez pani? Porzuć, pani, proszę, ten zamiar. Będę się starał wyjednać u ojca częstsze urlopy dla pani, a zostań z nami. Wzięłaś mnie, pani, sobie za brata i chcesz się mnie teraz pozbyć?
Gdy to mówił, stary Wojciech poszedł koło nich z grabiami w jednej ręce, a koneweczką w drugiej, śpiewając:
Z wysokich parnasów
niezbyt dawnych czasów,
pompatyczne nasze intenta —
którym serce płonie