„Dobra kobieta” nie śpieszyła się z zaniesieniem państwu tej odpowiedzi; patrzyła na batystowy kaftanik „panny” i przybierające go falbanki, na poszewkę i prześcieradło, zdobne delikatnymi haftami, zmierzyła ciekawie oczyma oba kufry i wyszła, mrucząc z niezadowoleniem.

— To dopiero będzie zawrót głowy z praniem i prasowaniem dla tej księżniczki. Potrzebnie też to pan przywiózł takie paniątko? Tylko trzeba będzie temu ciągle usługiwać! Ciekawam, czy też ona zarobi to, co zje?

Helenka dosłyszała tylko pierwsze wyrazy, dalsze bowiem wymówione już były za drzwiami i na schodach, ale to, co usłyszała, zdziwiło ją niesłychanie. U rodziców służące nigdy nie narzekały na pranie i prasowanie; wszystko im było jedno, co robiły, i zawsze były zadowolone.

Drzwi otworzyły się znowu i służąca wniosła na tacce szklankę herbaty i dwie bułki nasmarowane masłem. Helenka rzuciła okiem przelotnie na ten posiłek, który jej się wydawał mniej niż skromny, i widząc, że służąca zabiera się znowu do odejścia, rzekła:

— Moja dobra kobieto...

— Nazywam się Kunegunda — przerwała służąca z godnością.

— Moja dobra Kunegundo, proszę cię, przyjdź za kwadrans, to mnie uczeszesz.

Kunegunda, kładąca już rękę na klamce, odwróciła się na te słowa i sądząc, że się przesłyszała tylko, spytała:

— Co panna każe?

— Proszę cię, żebyś mnie przyszła uczesać — powtórzyła wymawiając głośno i dobitnie każdy wyraz.