Na twarzy Kunegundy odmalowało się prawdziwe zdumienie.
— Przepraszam pannę — rzekła po chwili milczenia — ale nie służyłam nigdy za garderobianą i nie umiem czesać nikogo, tylko siebie.
— Więc przyślij mi kogo innego do uczesania!
— Ciekawam kogo, proszę panny? Jest nas wszystkich kobiet tylko trzy: ja, praczka i kucharka, i one obie poszły do kościoła. A choćby i były w domu, to wiem, że takiej delikatnej rzeczy nie potrafią, bo mają ręce bardzo grube i narobione. Z przeproszeniem panny, ale to pewnie był tylko żart? Gdzie by zaś panna uczesać się nawet nie umiała! Nasze panienki mają bardzo ładne włosy, ale nikt ich nie czesze...
Kunegunda, nazywająca ją ciągle po prostu „panną” — miała jednak pieszczotliwsze nazwanie dla swoich „panienek”. Helenka doskonale odczuła tę różnicę.
— Nie omyliłaś się, moja dobra Kunegundo — rzekła po namyśle, przygryzając usta — istotnie, żartowałam tylko.
— Ja też to zaraz zmiarkowałam — odpowiedziała i wyszła wzruszywszy ramionami.
Gdy drzwi zamknęły się za nią, Helenka załamała ręce.
— A to dopiero historia! — zawołała — co ja teraz pocznę? Nigdy sama nie próbowałam się czesać! Nasza Julka była taka zręczna...
Kłopot ten odebrał jej apetyt. Wypiła czystą herbatę i odsunęła tackę.