— Wiecie, co wam powiem — mówił Andrzej wchodząc w tej chwili do salonu — księżniczka kazała sobie przynieść na górę fotel. Czy która z was nie ma czasem stołeczka pod nogi dla tej staruszki?
Obie siostry jednocześnie podniosły głowy, spojrzały na siebie i parsknęły śmiechem. Wszyscy troje śmieli się długo i serdecznie, a najgłośniej nad nimi górował śmiech Andrzeja. Helenka słuchała tego wesołego tercetu, skamieniała z gniewu i oburzenia.
Do tego więc doszło, że się z niej wyśmiewano? Ach, to niegodnie! Dotkliwy ból przeszył jej serce. Trzecia to już osoba nazywała ją szyderczo „księżniczką”.
— Wiesz przecie, Andrzeju — odezwała się nareszcie Anna — że u nas w całym domu nic podobnego nie ma; nasza mama, choć jej minęło lat pięćdziesiąt, trzyma się prosto i nie używa nigdy ani fotela, ani podnóżka.
— Nieładnie to z naszej strony tak się bawić cudzym kosztem — zauważyła Elżunia. — Biedna dziewczyna! Nie powinniśmy się jej dziwić, że nie jest podobna do nas i że ma inne, niż my, potrzeby. My jesteśmy wszystkie silne, zdrowe, zahartowane, ona wątła, delikatna i rozpieszczona. Nie ona temu winna, że ją tak wychowano. Ja jej żałuję.
— Masz słuszność — odrzekł Andrzej wesoło — kto w drogę życia wybiera się z poduszką, jest istotnie godzien pożałowania, bo można z góry przewidzieć, że prześpi najlepsze chwile nie tylko we własnym życiu, ale i w życiu ogółu. Wasza księżniczka jest śpiąca! — Wziął w rękę jeden z dzienników, położył go na powrót i zanucił piosnkę Wasilewskiego41:
Drzym42 sobie, duszo! — co ci do tego,
Że tam myśl czyjaś po niebie lata,
Że ktoś, ciekawy początku swego,
Ze starych grobów kurze obmiata,