Sobótka. O nocy świętojańskiej

Była dziewcyna tako bidno, Marysia, pracowito bardzo, no ale, no chłopoki no nie bardzo jo tam [lubili czy zauważali]. Ona kochała sie w takim Jontku i chciała bardzo, żeby na tego świntego Jana1, jak bedo polić te ogniska, bedo te noc świętego Kupały2, żeby tyż ona sie tam załapała [...] do tego ogniska, żeby te życzenia ji sie spełniły, [...] żeby ten święty Jon ji dopomóg [...]. Ale nie chciały jo te dziewczyny. No jak poszły na łąke, bo to musiały iść na łąke pozbirać ziela, żeby wionków uwiły, no to musiały śpiwać przy tym tak Kwiotków, ziela nazbirałam czy Hej, za mno, za mno, dziwecki.

Kwiotków, ziela nazbirałam,

Wionek posplatałam,

Na coło go nakładałam,

Do lasu pobieżałam.

Przydzie, przydzie młodzieniec,

Bydzie prosił mie o wieniec,

A jom sama wionek wiła,

Sama bede go nosieła.