W głębokim cieniu murów wysypał na ręce Hawryłka umówioną zapłatę.
Ale kiedy już odchodził, wyczuł w kieszeni pod palcami okrągłą, twardą monetę. Zawrócił tedy i podał ją milczącemu chłopcu.
— Oto jeszcze jeden rubel — powiedział — zapomniałem o nim.
Rozdział XX. Ostatnie zwycięstwo
— Panno Mario, na miłość Boską, niech pani zdejmie choć jedną spódnicę, a nałoży pończochy — powiedziała matka.
Wtedy dopiero wszyscy spostrzegli, że panna Maria ma na sobie przynajmniej pięć spódnic, każdą innego koloru i długości, a za to nogi bose tkwią w pantoflach.
I wszyscy się roześmiali z całych sił, z ulgą i westchnieniem, wszyscy bladzi jeszcze od powrotu Nika, znękani niepokojem o niego, zgnębieni do ostatka krótką jego opowieścią.
Panna Maria położyła się ubrana, ale zdjęła pończochy — nie mogła spać inaczej — położyła sobie pończochy tuż pod ręką z mocnym postanowieniem włożenia ich natychmiast w razie alarmu. Zaledwie zasnęła, zbudzono ją gwałtownie. Pamiętała doskonale, że coś należy włożyć, ale co? Skoczyła do szafy i narzuciła spódnicę. Potem co prędzej ubierała w futro Anię, ale czuła, że coś w jej garderobie nie jest w zupełnym porządku, więc nałożyła jeszcze jedną spódnicę. Czynność tą powtarzała kilka razy, zawsze na wpół przytomnie. W taki to sposób znalazła się na leśniczówce tak oryginalnie przyodziana.
Komizm epizodu tego sprawił, że przecież można już było jakoś oddychać. Do tej chwili zdawało się, że wcale nie ma powietrza, że kamień stufuntowy legł na piersiach, że jakieś niewidzialne ręce ściskają gardło.
Panna Maria, nie bacząc na przesadną ilość swych spódnic, krzątała się po leśniczówce wraz z żoną gajowego i przygotowywała posłania. Bo przecież mimo wszystko trzeba było spać, aby wypocząć po ciężkich wrażeniach i nabrać sił do dalszego ich ciągu. Ale właściwie nikomu się spać nie chciało i jakoś wszyscy ociągali się wokoło kuchennego komina, nie dając się skusić białościom nastroszonych poduszek i pierzyn pachnących sosnową skrzynią.