Ale nie było już nawet czasu się roztkliwiać, bo Marta, stojąc na drabinie wozu, śpiewała donośnie:

Panna Maria nas zaprasza,

bo stygnie jaglana kasza,

Ale niech się nikt nie pyta

czy ta kasza znakomita?

Bo ta kasza, ach ta kasza!

nawet Huka już odstrasza.

Tak każda potrawa miała już swoją pieśń i śpiewając ją, Marta zwoływała wszystkich do ogniska.

Zaczem zgromadzono się wokoło — razem — po raz już ostatni. Z tego bowiem miejsca rozjechać się miano w przeciwne strony. Państwo Charlęscy z dziećmi, panną Marią i Aronem ku granicy polskiej, a Gabro i Wincenty z powrotem do Niżpola. Do swych domów i rodzin, których opuszczać nie chcieli i nie mieli potrzeby.

— Dziś jest na obiad rzecz przedziwnie smaczna i zupełnie nowa — powiedział Nik, siadając na przewróconym wiaderku. — Mianowicie manna niebieska, którą otrzymaliśmy dziś rano poleconą przesyłką prosto ze stacji pocztowej „Raj utracony”. Niech was nie zniechęca jej wygląd, tak niebywale do kaszy jaglanej podobny! — zakończył z przekonaniem, sięgając po swoją porcję żółtej potrawy.