— Misiu... och, Misiu — powiedziała matka i głos jej się załamał.
Ale oczy miała suche.
Wuj Miś nachylił się do rąk siostry, ucałował je, jedną po drugiej, a potem wyprostował się i rzekł z uśmiechem:
— Przepraszam cię, Marto.
— Ale dlaczego? Po co? — zapytała matka.
Wuj Dymitr pociągnął siostrę ku oknu, podniósł firankę. Po ulicy szeroką, szarozieloną strugą płynęło wojsko. Powiedział, patrząc na nich.
— A oni? Po co oni?
— Ale ty nie musisz! Uwolniłeś się przecież zupełnie od wojska wtedy, gdy musiałeś stawać!
— Za pieniądze — powiedział wuj Dymitr — pieniądze nie powinny uwolnić mnie od śmierci, gdy taki przyszedł czas. Wszystko kupować wolno prócz życia, gdy idą ginąć ci, co ich nie mają. Muszę i ja.
Matka raz jeszcze pochwyciła ręce brata i rzekła z gniewem, groźbą i męką: