Zaledwie ruszyli, wuj Dymitr półgłosem rzekł do matki:
— Trzeba ocalić jednego człowieka.
— Kogo? — zapytała matka równie cicho.
— Jednego. Schowałem go w rządowym lesie pod Sokołówką.
— Dobrze — powiedziała matka — a co mu grozi?
— Kara śmierci.
Wtenczas to Nik oprzytomniał i krzyknął nagle jak ktoś, kto wbrew własnej woli spełnia obowiązek.
— Wuju! My wszystko słyszymy tutaj!
Na chwilę nastała cisza, potem wuj Miś powiedział:
— Wiem, że potraficie milczeć.