Wtenczas Nik powiedział nagle:

— Tak można zrobić: mama każe zaprzęgać, żeby jechać po korepetytora do Żytomierza. W ostatniej chwili, gdy konie już będą pod gankiem, my z Olkiem poprosimy głośno o pozwolenie pojechania po niego. Mama pozwoli. Michałka odprawimy do stajni i sami pojedziemy. W lesie poczekamy trochę i wrócimy z korepetytorem.

— Dobrze — powiedziała matka po chwili namysłu, a wuj Dymitr puścił maszynę czwartą szybkością i pędzili już cicho do domu.

Matka odwróciła się do chłopców i powiedziała jeszcze:

— Tomkowi, Marcie, mademoiselle: ani słowa. Nikomu.

— Nikomu — powtórzyli chłopcy.

Już dojeżdżając, wuj Dymitr rzekł do matki:

— Przykro jest decydować bez Augusta, ale wiem, że się zgodzi!

— Naturalnie — odpowiedziała matka.

— Potem z nim razem naradzimy się, co zrobić, abyście wy nie byli narażeni w razie czego.