Potem puścił motor w ruch, usiadł na swoim miejscu i pojechali.
Okazało się wkrótce, że termos nie był dobrze zakręcony. Przy każdym rzucie auta przezroczysty płyn spływał po skórze, a znakomicie wykwalifikowany nos żołnierza rychło wyczuł specyficzny a odurzający zapach rzekomej wody.
Żołnierz posiadał umysł dociekliwy i lubił badać przyczynę zjawisk. Zainteresował się więc żywo tym dziwnym fenomenem, który sprawił, iż źródlana woda w zetknięciu ze szkłem termosu nabrała tak sympatycznych właściwości.
Poczytał to za dowód specjalnej opieki, jaką roztacza nad nim Opatrzność, i nie zwlekając, zaczął badać, czy smak płynu odpowiada jego zapachowi. Jednym okiem patrząc na wpół omdlałego jeńca, drugim pilnie strzegąc pleców oficera, popijał palącą ciecz i wkrótce poczuł najwyraźniej, że oto jest pułkownikiem kozackim i jedzie do kwatery wielkiego księcia, by razem z nim spożyć ucztę, na cześć ostatniego zwycięstwa.
Aż wreszcie, w chwili jakiejś natężone ucho wuja Dymitra pochwyciło odgłos upadku termosu i potężne chrapanie żołnierskie.
Wtenczas zatrzymał automobil.
Legionista, wciśnięty wgłąb auta, patrzał obojętnie na chrapiącego sąsiada i odsuwał ranną nogę od strumienia rozlanego spirytusu.
— Teraz trzeba, żeby pan uciekał — powiedział wuj Dymitr po polsku.
Legionista drgnął i spojrzał z przerażeniem.
— Czy może pan iść? —