Pod samym Kijowem wuj Dymitr miał przyjaciela — zajechał do niego w noc ciemną i zostawił legionistę na przechowanie, sam zaś ruszył do Kijowa załatwić polecone sobie sprawy. W powrotnej drodze zabrał legionistę i przywiózł do Niżpola.

Oto była cała historia.

Nik zapytał cicho i ze wstydem:

— A żołnierz?

Wuj Dymitr spojrzał na niego oczami pełnymi smutku. Powiedział:

— Ktoś musiał być ofiarą. Musiał. Żołnierzowi grozi tylko kara, nad legionistą wisiał stryczek. Tysiąc razy to przemyślałem: nie było innego wyjścia. Trzeba wybierać zawsze mniejsze zło, gdy się wybierać musi. Zresztą ja także będę odpowiadał — zakończył już zupełnie cicho.

Rozdział X. Wojska idą

Z początkiem września chłopcy zaczęli jeździć do gimnazjum. W dnie słoneczne bryczką, w razie deszczu wolantem. Czasami jeździli sami, dwukołową bidką, a czasem konno.

Rano wyjeżdżali przeważnie o kwadrans za późno, toteż droga nie bywała przyjemna. Pędzili na łeb na szyję, zaspani i niespokojni. Olek klął Nika, zawsze z jego winy się spóźniali, a Nik z palcami w uszach i książką na kolanach gorączkowo powtarzał lekcje.

Za to powrotna droga była jednym z ważniejszych momentów dnia.