Samą siłą rzeczy pan Andrzej przestał do nich należeć, a stał się wyłączną własnością Marty i Toma.
Im dawał lekcje, z nimi chodził na spacery, dla nich zbierał owady i rośliny. A Olek i Nik nie mogli sobie nawet pozwolić na przyjemność okazania Marcie i Tomowi, że wiedzą o ich panu Andrzeju coś, o czym się im nawet nie śni.
Tysiąc razy Nik doprowadzony do ostateczności fanfaronadą Toma, który po prostu afiszował się posiadaniem pana Andrzeja, miał na końcu języka efektowne zdanie:
— Gdybyś wiedział o nim to, co ja wiem, nie byłbyś taki głupi! — zawsze jednak powstrzymywał się w ostatniej chwili, pomny na dane słowo, i zadowalał się spojrzeniem pełnym dumy, a tak chybiającym celu! Bo przecież Tomek nie mógł się nawet domyślać.
W tym czasie można było zupełnie zapomnieć o wojnie, gdyby nie niepokój o wuja Dymitra, który był teraz na samym froncie, ciągle narażony na niebezpieczeństwo.
Bo dawno już wuj Miś przestał być żołnierzem szoferującym na własnej maszynie. Od dłuższego czasu był adiutantem pułkownika Wołkońskiego, kolegi i dawnego przyjaciela swego ojca.
Było więc w owym czasie zupełnie w Niżpolu cicho i tak jak zawsze. A była już jesień. W polu lokomobila młóciła ostatnie owsy, napełniając powietrze miarowym, pracowitym echem. Orano ziemię czarną, a skiby przewracały się ostrymi liniami na złote pola rżyska. A potem zaczęło się rwanie chmielu, pachnące, wesołe, gadatliwe, rwanie, od którego plantacje ożyły na krótką, bardzo krótką chwilę, zanim zapadły w zimną martwotę odartych i zdeptanych łodyg, rozrzuconych bezładnie po twardych, głębokich zagonach.
Któregoś dnia Olek i Nik wrócili z Żytomierza w stanie wielkiego podniecenia. Jeszcze z bryczki wołali, że przez Niżpol będzie szło wojsko. Wszędzie, od samego miasta naprawiają drogę chłopi i żołnierze. Podobno będą także wieźli armaty. Masa wojska idzie również szosą.
Przez cały obiad chłopcy rozprawiali na ten temat, a po obiedzie wszyscy poszli do bramy zobaczyć, jak ta gromadna praca wygląda.
Rzeczywiście, cała droga usiana była ludźmi uzbrojonymi w łopaty, motyki i grabie.