Wuj Miś w ubieraniu choinki brał bardzo czynny udział, nawet właził na drabinę, choć matka powtarzała mu ciągle: „Misiu mój najdroższy, nie męcz się, bo będziesz miał wieczorem większą gorączkę”. W ogóle zakazał sobie dnia tego mówić o gorączce.
— Dziś jest Wigilia — powiedział i o niczym innym nie chciał słyszeć.
Marta zaproponowała, żeby choinkę ubrać tylko watą i srebrnymi nićmi. Czytała taki opis w książce i pomysł wydał jej się bardzo poetyczny. Ale wuj Miś orzekł, że to „Bóg wie co!” — ma być choinka, to niechże będzie przyzwoita, taka jak była od wieków. Z jabłkami, orzechami, z girlandami. I żeby na niej wisiały aniołki i koszyczki pełne cukierków, pierniki lukrowane i pomarańcze. Słowem wszystko, co powinno wisieć na uczciwej choince.
A już szczególniej pozłacane szyszki.
— Nie rozumiem, dlaczego ty nie ubierasz choinki? — powiedział Olek do Naty (bo naturalnie cały Hołowin zjechał do Niżpola na święta). — Czy może uważasz, że już jesteś za dorosła na tego rodzaju przyjemności?
— Uważam, że dosyć już was się koło niej kręci — odpowiedziała Nata i dalej bujała się w biegunowym fotelu, który sobie przyciągnęła z hallu.
Ali zaś uważał, że wszystko to na nic. Wieszał wprawdzie czerwone jabłka za ogonki owiązane włóczką, zatykał świeczki i okładał gałęzie watą, ale ciągle proponował, żeby całą choinkę ubrać tylko świeżymi kwiatami. — Taka ich masa w cieplarni hołowińskiej!
— To byłoby szkaradnie, mój chłopcze — powiedział na to wuj Miś, który właśnie starał się nadać szczytowej gwieździe pozycję pionową. — To byłoby wręcz obrzydliwie. Zapłakałbym na ten widok. Kwiaty są rozkoszą dla oczu w ogrodzie, w wazonie, na stole, przy sukni, na łące, w lesie. Ale zatknięte na igły choinki wyglądałyby beznadziejnie głupio. Po prostu ni stąd ni zowąd. Jak motyle na szpilkach w ohydnych, oszklonych pudłach malowanych na zielono!
Ażeby się pocieszyć po tej perorze, wuj Miś z wysokości drabiny rzucił na Natę całą smugę złotych nici. Wplątały się w jej włosy, rozświeciły sukienkę z czarnego aksamitu i obnażone ręce. Nie poruszyła się wcale i patrzała leniwo na wuja Misia, który tańczył wokół choinki wraz ze swą drabiną.
Tom działał z metodą, systematyczny i milczący. Głównie zajął się szyszkami. Wieszał je bardzo symetrycznie, odmierzając odległość dłonią. Przywiązywał je kolejno wszystkimi kolorami włóczki. Nigdy nie powiesił obok siebie dwóch szyszek na jednakowym kolorze.