— „Zachwyceni par les merveilles de Sofiówka21, zapragnęliśmy choć słaby odblask tych cudów mieć przy zameczku naszym, prosiliśmy tedy hrabiego, by nam swego ogrodnika, mistrza jakich mało, na dni kilka wypożyczyć raczył, co też uczynił z miłą chęcią, plus charmant et courtois que jamais22. Od tygodnia więc pracujemy nad parkiem naszym. Pięćdziesięciu robotników daliśmy pod rozkazy tego maitre’a23 przyrody. Zakładamy szpalery, aleje, on fait des percées de vue, des eclaircies24. Stawiamy pergole w stylu greckim, między grupami gatunkowych krzewów. Szpaler pod murem od drogi kazał ów maitre z Sofiówki przystrzyc, a gdzie się zakręca ku parkowi, poradził uplasować w cieniu tui grupę lub też figurę marmurową. Me tkliwe sentymenta pragnęły ujrzeć tam Amora i Psyche, lecz Auguste zdecydował umieścić Fauna grającego na flecie.
A travers la grande prairie du milieu25 przeprowadzono dwie aleje lipowe na kształt krzyża. Oby ten krzyż, emblème de notre foi26, przyniósł nam szczęście i oby strzegł siedzibę naszą od wszego złego...
Marta nie czytała dalej, tknięta jakąś nieświadomą myślą. Nie mogąc zmiarkować, co ją w przeczytanych słowach tak nagle uderzyło, utkwiła oczy w pożółkły papier i machinalnie powtarzała: „Oby ten krzyż, emblème de notre foi... oby ten krzyż...”.
I nagle skoczyła na nogi jak gdyby ją kto oparzył i potrząsając papierem ponad głową popędziła przez dom, wydając nieokreślone okrzyki.
Wpadła do gabinetu jak jeden z bijących w dom piorunów i stanęła pośrodku, niezdolna wypowiedzieć słowa, blada, z włosami pozlepianymi na skroniach od oliwy.
— Marto, co się stało, na Boga! — krzyknęła matka, zrywając się z fotela i chwytając ją za ręce. Marta zdołała tylko wyjąkać:
— Krzyż... znalazłam krzyż...
Ojciec i chłopcy skoczyli od okna, otaczając siedzącą na kolanach matki Martę.
— Krzyż znalazłaś? Gdzie? — zawołał ojciec.
Za całą odpowiedź Marta podała mu papier i złożywszy głowę na ramieniu matki, rozpłakała się z radości, bólu i wzruszenia.