Ale Tom nie dał się zbyć, wyciągnął beznosą desperatkę na światło dzienne i krytycznie patrzał na jej rozpłaszczoną twarz.

— Rzeczywiście, nie tłucze się — rzekł po chwili — skoro nawet ty jej nie stłukłaś. Ale ładnieś ją urządziła, istne czupiradło!

— To twoja wina — wykrzyknęła Ania ze złością — powiedziałeś, że koń by ją rozdeptał, więc naturlalnie chciałam sprlobować!

Tom smutnie pokiwał głową.

— Cóż z nią teraz zrobisz? — zapytał.

Ani dotychczas nie przychodziło na myśl, że trzeba się zastanowić nad przyszłością córki, teraz wszelako konieczność ta przedstawiła się jej w całej rozciągłości.

— Mogłabym podarlować ją Tekli — rzekła, myśląc o dwuletniej córeczce gospodyni Jewdochy.

Tom pokręcił głową.

— Tekla ma już ze dwadzieścia zepsutych lalek — odparł — lepiej...

Ale w tejże chwili za oknem rozległo się wołanie Nika. Tom skoczył co prędzej i Ania nie dowiedziała się, co byłoby lepiej zrobić z Julcią.