Wobec tego włożyła ją z powrotem do szafki, a kiedy przyszedł miesięczny przegląd gratów, wcisnęła ją chytrze a podstępnie na dno koszyka przeznaczonego do przeniesienia na strych. Niania bowiem, złudzona świeżością różowej, atłasowej sukienki, wciąż jeszcze uważała Julcię za godną szafki z zabawkami.

Tym razem jednak udało się. Julcia wyjechała z dziecinnego pokoju, ku wielkiej radości Ani.

Ale to nie był jeszcze koniec jej smutnego żywota.

Rozdział VIII. O żałosnym końcu Julci, o konfiturach i jak z panny Dziudzi zrobiła się fontanna

— Ale prawda, Gabro, że Mirza ma lepsze nogi od Orlęcia?

Gabriel, który siedział na ławce przed stajnią z fajką w zębach i reperując zerwany popręg, patrzał krytycznie na Michałka, siodłającego dla paniczów konie, złożył na chwilę ręce na kolanach i rzekł z namysłem:

— Żeby tak powiedzieć koniecznie, że lepsze... to nie. Młodszy jest i tyle. Ale Orlę to taki zawsze po Sulamicie, to i dobry musi być.

Ale Nik się upierał.

— Ma lepszego kłusa, a przeszkody to bierze tak, że wprost rozkosz!

— A Orlę to może nie? Co? — spytał Olek głosem niby obojętnym, ale w którym brzmiała groźba.