U zarośniętego, ponurego wejścia zatrzymały się dzieci.
— Kto idzie ze mną? — spytała się Renia.
— Ja — odpowiedzieli razem Olek i Nik.
— Dobrze, a wy czekajcie — rzekła do reszty dzieci.
Olek wysunął się naprzód i wkroczył w wąski, ciemny otwór, za nim Rena, za nią Nik.
— Odsuń się, Niku, od wejścia, bo zasłaniasz światło. Widzisz co?
— Nic.
— Tu zawsze tak strasznie ciemno — szepnęła Renia — jak ty mogłeś coś zobaczyć?
— Właśnie zupełnie nie wiem, jak zobaczyłem, bo ciebie na przykład prawie nie widzę, a masz białą sukienkę. Musiało się świecić.
— Tak, pewnie się świecił ten duch.