— Nie! — powiedział twardo Nik — Bo gdzieżby znikła?
Tak, to był argument! Sprawa znów zaczęła się przedstawiać poważnie i zagadkowo. Wszyscy umilkli i zaczęli rozglądać się w tajemnicach groty. Naraz Tom krzyknął. Zrobiwszy krok naprzód, poczuł, że wszystko zachwiało się pod nim, skoczył więc w tył, a w grocie rozległ się głośny stuk opadającego kamienia. Wszystkie dzieci rzuciły się ku niemu.
— Tomku, co się stało, co to było, co stuknęło?
— To... to... ta płyta była uchylona, zachwiała się pode mną i opadła...
Jak na komendę wszyscy przysiedli na ziemi i rękami drżącymi z niecierpliwej ciekawości zaczęli odrzucać na bok liście i kamienie.
W środku groty zajaśniała płyta większa i bardziej błyszcząca, pociągająca swym wyglądem, jakaś odmienna od wszystkich innych w grocie.
— To... tędy znikł ten ktoś — rzekła Rena, dotykając jej ręką.
— Cóż ty myślisz? — spytała Marta, uszom i oczom własnym nie wierząc.
— Myślę, że ten ktoś to był duch pokutujący, a tam — tu wskazała palcem płytę — tam na pewno są skarby!
To wszystko było tak cudownie tajemnicze i dziwne, iż dzieciom wydało się, że śnią. Długo patrzały na siebie w milczeniu błyszczącymi oczami i wszystkie razem, nad tą płytą pochylone, wyglądały jak jakieś elfy na straży u wrót śpiącej królewny.