— Trzeba podnieść płytę i zobaczyć — rzekła w końcu Renia.
— Nie... nie! — wykrzyknął Ali. — Ja nie chcę! Dosyć tego, to przecież wszystko żarty! Chodźmy już sobie, zimno mi.
— To wcale nie żarty! — oburzył się Tom. — Czyż nie widzisz na własne oczy tej płyty? Czyż nie czujesz sam doskonale, że tam muszą być skarby?
— Nie czuję, nic nie czuję! — odpowiedział Ali, po czym zamknął oczy, zacisnął pięści i tupał nogami w bezsilnej trwodze, wiedział już bowiem doskonale, że będzie musiał ustąpić.
— Ali, idź sobie z groty i powiedz mademoiselle Lucette, że bawimy się statecznie. Tak, najlepiej niech idą obaj z Tomem — rzekła Renia.
— Co! Ja mam sobie iść? — wykrzyknął Tom i rozpłakał się, bo zresztą bał się także, tylko wstydził się przyznać.
Marta ujęła się za chłopcami:
— Nikt nie pójdzie — rzekła. — Ali siądź tu, daj mi rękę i nic się nie bój, zapewniam cię, że wszystko dobrze pójdzie. Tom, nie masz czego płakać tak obficie, nikt cię już nie wypędza.
Uspokoiły się wzburzone umysły i zaczęto radzić:
— Żadne z nas nie podniesie tej płyty, jest za ciężka — rzekła Rena.