— Ale zawołasz mnie potem?

— Zawołam — i Renia, rzuciwszy na stół kapelusz i rękawiczki, poszła do ojca.

Już nie telefonował, siedział przy biurku i czytał jakieś papiery. Renia wsunęła się cicho i siadła naprzeciw w fotelu, czekając na odpowiedni moment. Niebawem ojciec skończył, odłożył papiery i zapytał:

— A co tam, kochanie?

Renia wstała szybko, zbliżyła się do ojca, oparła ręce na jego kolanach i rzekła:

— Mam coś ważnego do powiedzenia.

— Aaa... coś ważnego! — uśmiechnął się ojciec. — A no, to słucham, mów prędko.

— I wszystko to jest prawdziwa prawda, nic na niby.

— Ooo... zobaczmyż tę prawdziwą prawdę?

Renia postanowiła przedstawić rzecz bez wstępów: