— Co tam robisz, Marietko? — zapytał, włażąc na barierę mostka i pochylając się nad wodą.

— Patrzę w wodę — odparła.

— Jest tam co ciekawego?

— Owszem. Woda przeźroczysta jak szkło, widać kamienie, rośliny i przeróżne żyjątka, latają tu też łątki niebieskie. Są prześliczne!

— Czy wiesz — rzekł Ali, przypominając sobie coś nagle — czy wiesz, że tu na dnie leży kolumna?

— Co takiego?

— Kolumna! Może ją nawet widać teraz, jeżeli woda taka przeźroczysta. Widać, co?

— Nie widać żadnej kolumny, ale dlaczego ma tu leżeć w wodzie?

— Bo widzisz, to było tak — objaśnił Ali. — Tu dawniej nad samą wodą stała labradorowa kolumna z naszej kopalni. Na wierzchu była urna i w niej kwiaty. Pewnie glicynie — dodał — a może storczyki, a może azalie, tuberozy, portulaki, begonie, hiacynty, pelargonie, petunie, cyklameny...

Ali pasjami lubił kwiaty i ich nazwy, uczył się ich z zapałem i wyliczał przy każdej sposobności.