— Ali, co ty wygadujesz? — roześmiała się Marietka.
— No więc niech będzie, że były tam anemony na wiosnę, a nasturcje w lecie. Dość, że jednego razu był straszny deszcz, ale po prostu straszny... potop!
— To nie mógł być potop — przerwała Marietka — potop był tylko jeden, za czasów Starego Testamentu.
— Nie wiem, czy to był wtedy stary testament, bo byłem jeszcze bardzo mały — rzekł naiwnie Ali.
Marietka zaśmiała się znowu, ale by nie obrazić Alego, rzekła szybko:
— No i cóż się stało?
— No i stawy wylały, i cała wyspa była pod wodą. Ale to zupełnie nie było ziemi widać, drzewa stały po kolana w wodzie. No i ta woda tak podmyła brzegi, że kolumna przewróciła się do stawu i leży tam sobie!
— I dlaczego jej nie wyciągnęli potem?
— Strasznie ciężka, zresztą, czy ja wiem? Dość, że leży! — tu Ali znudzony już bezczynnością oraz swym opowiadaniem, zeskoczył z bariery, zamienił się z powrotem w konia i zbiegł z mostka, wyrzucając nogami.
Ale Marietka zawołała go do łódki.