— Ech! Jak raz stąd wyjdziemy, to już nie dadzą nam tu wrócić samym — machnęła ręką Renia.

Olek się jednak wahał.

— Ja także myślę, że już późno — rzekł niepewnie. — Po obiedzie...

— Nie, nie — wykrzyknął gorąco Nik — nie możemy przerwać tego tak pośrodku! Przecież to nie jest zwyczajna sobie zabawa! Wcale nie. Tu może chodzi o coś ważnego, może jesteśmy przeznaczeni, by zrobić wielkie jakieś odkrycie! Takie zdarzenie nie trafi nam się drugi raz w życiu, możecie być pewni!

Zapał Nika udzielił się nagle wszystkim, nawet Tom raczył powiedzieć:

— Przychylam się do zdania Nika.

Zaczem ruszono naprzód, w tej samej jak poprzednio kolei.

Ale tu sprawa była trudniejsza. Przede wszystkim przekop szedł w górę, wąski, kręty i niski. Co chwila ktoś się potykał i padał, nabijając sobie guza. Po kilkudziesięciu takich krokach idący przodem Olek stanął i rzekł:

— Tu jest koniec.

Dzieci poruszyły się niespokojnie: