— Uzyskawszy sankcję najmiłościwszych panów co do obioru wielkiego mistrza, przede wszystkim składam im za tę łaskawość najpokorniejsze dzięki. — Przyłożywszy znów rękę do serca, zgiął się w ukłonie i mówił dalej: — Otóż uważam ową sankcję jako dobry omen przyszłego sojuszu między Zakonem a wszechpotężnym królem Polski i wielkim księciem litewskim. Lecz aby ten sojusz mógł być zawarty, pragnę wiedzieć ostatnie słowo co do losów naszej siedziby, malborskiego zamku...
I zatrzymał się czekając odpowiedzi.
Jagiełło bystro spojrzał i rzekł:
— Zakon bronić się, my zdobywać będziemy.
Krzyżak podniósł wzrok na Witolda. Ten milcząc wytrzymał spojrzenie. Więc Leuchter ciągnął znów swoje:
— Mistrz Henryk von Plauen zgodzi się na odstąpienie Pomorza oraz chełmińskiej i michałowskiej ziemi, byleby jeno pokój mógł być zawarty.
— I Malborka — dodał Jagiełło.
— Nie mam prawa o tym mówić — począł znów Leuchter — lecz Malbork jest źrenicą oka Zakonu, jedynym zakątkiem, z którego spokojnie Plauen mógłby misję nawracania ludów prowadzić.
— Znamy gorliwość Zakonu! — przerwał urągliwie Witold.
— Ludy są nawrócone! — rzucił Jagiełło.