— Za cenę wyżej wymienionych ziem chcielibyśmy uzyskać odstąpienie wojsk polskich i litewskich spod murów naszego zamku.

— Co?! — zawołał król groźnie i odwrócił się od mówiącego.

— Cóż mam donieść wielkiemu mistrzowi? — zapytał układnym głosem Krzyżak, nie zrażając się ani głosem, ani ruchem Jagiełły.

— Rzekłem! — rzucił król niedbale i zwrócił wzrok na Jana z Tarnowa, dając znak, żeby mówił.

— Warunki pokoju omawiane są zwykle przez obustronnie wybrane ku temu osoby — wycedził wymijająco kasztelan.

— Ku temu prosiłbym o zawieszenie broni i o pozwolenie wejścia za mury komturom Bałgi, Brandenburga, Osterode i Samlandu wraz z ich pocztem dla omówienia warunków pokoju, które jego królewskiej mości, najmiłościwszemu panu, jako i wielkiemu księciu przedstawione zostaną — rzekł Krzyżak do kasztelana, widząc, że po ostatnim: „Co?” próżno by do króla przemawiał.

— Wasza królewska mość, najmiłościwszy panie? — zwrócił się kasztelan do Jagiełły.

— Niechaj! — rzucił Jagiełło.

— Zawieszenie broni? — spytał znów kasztelan.

Król otworzył już usta, żeby coś wyrzec, zamknął je wszakże i nachyliwszy się ku siedzącemu z drugiej strony Witoldowi, kilka słów z nim zamienił.