— Na dwie niedziele! — rzucił wreszcie Jagiełło.
— Do 29 septembra — dorzucił Witold.
Krzyżak po wyjściu otarł pot z czoła, a zarzuciwszy róg płaszcza na głowę, śpiesznie się oddalał.
Jagiełło, pozostawszy w swym otoczeniu, wstał i nie mówiąc słowa, począł się po namiocie przechadzać. Nikt nie śmiał przerwać milczenia. Każdy pozostawał na swoim miejscu, lecz Witold bystrym okiem śledził ruchy stryjecznego. Wreszcie Jagiełło stanął przed nim i rzekł:
— Mamy jeno mitręgę...
— Wojsko odpocznie — odparł Witold.
Jagiełło machnął ręką i westchnął.
— Uniżenie się Plauena jest rzeczą bardzo ważną i na przyszłość wielce rokującą — ozwał się Jan z Tarnowa.
— Brak im jadła! — rzucił król. — Pilnować, żeby się z komturami i ich pocztem jakie zapasy nie dostały! — dorzucił.
I klasnął w dłonie. Zjawił się urzędnik oczekujący przy namiocie rozkazów.