O Geradajosie nikt nigdy nic nie słyszał. Nad jego dworzyszczem zawisły czarne mgły i dąb stary szumiał pieśń żałobną.

Znicz wygasł do szczętu.

Na zgliszczach Zakonu

Krzyżacy, mimo stosunkowo korzystnego dla nich pokoju toruńskiego, również nie byli zadowoleni.

Sam mistrz Henryk von Plauen, ilekroć o tym pokoju była mowa, zwracał zaraz rozmowę na co innego. Sam zaś z sobą mówił:

— Musielibyśmy chyba całą Litwę i Polskę zagarnąć, żeby wynagrodzić straty. To wszystko, co mamy, nie pokryje zgliszcz Zakonu i zniesławienia nas w Europie.

W całym zaś Zakonie jakieś ukryte głosy jak zjadliwe gady poczęły się przeciw Plauenowi podnosić.

— Nie umiał wyzyskać chwili. Przyjął opłatę 100 000 kop groszy. Skąd ich wziąć? — mówił Marcin Herencog, komtur Świecia.

— Skarb wielce wyczerpany... — szepnął Henryk Leuchter, marszałek Zakonu.

— Przecie wy głównie robiliście układy, was głównie do tego używał! — syknął ktoś urągliwie.